Polonistka nieczytająca

Wykształciłam się w kierunku bycia nauczycielem naszego pięknego języka. Jednak poza kilkoma miesiącami studenckich praktyk nie było mi dane sprawdzić się w zawodzie „wyuczonym”…

Całe życie wykonywałam co prawda zawody związane z poprawnością językową i szerzeniem miłości do czytania (i nadal to oczywiście robię), ale…

No właśnie. Mimo, że czytam bardzo dużo, wręcz pożeram książki wszelkich gatunków i rodzajów, to jednak pewne z nich były dla mnie dotąd zaporowe!

Po raz pierwszy (może drugi) w życiu przyznam się, że powszechna opinia, iż polonistki przeczytały wszystkie książki jest mocno przesadzona. Niepedagogiczne to i może nieetyczne nawet, ale ja naprawdę NIGDY nie przeczytałam kilku pozycji z listy lektur obowiązkowych. Oczywiście wiem, o czym są. Ale – jak to się mówi – z opowieści innych 🙂

„Lalka” Bolesława Prusa – za gruba, za ciężka, nieporęczna, a wersja, na którą trafiłam zamiast książką śmierdziała hot-dogiem ze szkolnej stołówki.

„Nad Niemnem” Elizy Orzeszkowej – opisy przyrody przerosły moje możliwości przerobowe. „Wysypałam się” na niej na egzaminie z pozytywizmu i w zamian musiałam przeczytać „Chama”. Też pokręcone, ale do zniesienia.

„Potop” Henryka Sienkiewicza – przeczytałam całą resztę, naprawdę! Z „Quo vadis” i innymi „Latarnikami”, ale „Potop” mnie zatopił.

„Przedwiośnie” Stefana Żeromskiego – Pan Baryka był dla mnie nie do zniesienia od pierwszej strony…

„Zbrodnia i kara” Fiodora Dostojewskiego – w zasadzie nie wiem, dlaczego nie przeczytałam…

Całą resztę przyjęłam chętnie i mimo – w niektórych przypadkach – dość dużego kalibru eksploatacji mózgowego procesora – sięgałam po kolejne książki autorów szkolnych lektur.

A przez co – z tak zwanej klasyki – Wy nie zdołaliście przebrnąć?

Dajcie znać w komentarzach!

Kasia Be.-Ce., oksiazkach.pl

fot: pixabay

1

1 odpowiedź do artykułu “Polonistka nieczytająca”
  • Koleżanko polonistko :), zgadzam się jak najbardziej, bycie filologiem polskim nie czyni z nas z całą pewnością ludzi, którzy kochają lektury :)Powiem Ci tylko, że bycie praktykującym nauczycielem zmusza nas do przebrnięcia przez „Potop”, straszne doświadczenie i „Jądro ciemności” – książka o niczym. Do zaporowych dla mnie należą Harry Potter, Sapkowski i Tolkien, próbowałam, naprawdę, nawet kilka razy, ale niestety poległam 🙁

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.