Książka, dedykacja i ślub

Dla mnie ZAWSZE najlepszym prezentem była, jest i będzie książka.
I niestety (a może „stety”) wszyscy w Rodzinie są ofiarami mojej do niej miłości. Najchętniej bowiem obdarowuję książkami… (sorry!)

Dlatego też przed Naszym Dniem poinformowaliśmy Gości (a raczej ja poinformowałam, a Mąż lubiący książki uprzejmie się zgodził), że zamiast kwiatów chcemy książki. Nowe, stare, albumowe, używane, polskie, amerykańskie, rosyjskie, ambitne lub mniej…kategoryzowania nie było.

Jedynym wymogiem była dedykacja w środku. Dla nas, albo dla Niego, albo dla mnie.

Nie, nie! Nie zachęcamy do niszczenia książek! Ale miały one być TYLKO dla nas i TYLKO nasze 🙂

Z dedykacji… najbardziej zszokowały mnie ówczesne “podwładne” (BRRR…nie lubię tego wyrazu w piśmie/słowa w mowie): podarowały mi książkę, którą sprzedawałam kiedyś w tysiącach egzemplarzy zakładając, że mi się podoba (słuszny wniosek!) i napisały życzenia cytując mnie samą!

Każdy, kto się dostosował do prośby, zaskoczył Nas swoją kreatywnością – zarówno w podejściu do naszego związku, każdego z nas osobno, jak i do naszej “słitaśnej” historii miłosnej, naszych temperamentów i zastanej sytuacji!

Repertuar książkowy Nasz Wspólny wzbogacił się o wiele różnych tytułów (Biblia, Zafon, Coelho, Sparks, album o cywilizacji Majów, Polska ginąca, Wszystkie Kobiety Henryka VIII, FicnerOgonowską, książki kucharskie i wieeeele innych), ale każda dedykacja czytana w drugą noc po ślubie (pierwszą było wesele) spowodowało, że wzajemnie “tłumaczyliśmy się” z dedykacji, opowiadaliśmy sobie (czasem dziwne) historie i śmialiśmy się do łez, albo wzruszaliśmy – też do łez.

I poznawaliśmy się na nowo 🙂

Żaden inny prezent by nam tego nie dał!

Kasia Be.-Ce.

PS. A na zdjęciu odkopana przeze mnie laurka, którą dostałam kiedyś od Siostry – dziś Pani Mgr Inż. Matematyki Stosowanej, Statecznej Matki i Żony (a dla mnie wciąż małej siostrzyczki).

0


Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.