Korpoludki i pokolenie Ikea

Heloł! Heloł! Heloł! Nazywam się Asia Majchrzak. Jestem tutaj nowa i chciałabym przedstawić się z jak najbardziej prawdziwej strony. Z zawodu i z pasji życiowej jestem polonistką, z doskonałego wyboru – żoną, a z powołania i pełni szczęścia – mamą Kalinki i Anielki. Lubię idealizować świat i ludzi, kocham zwierzęta i wędrówki po Bieszczadach. Nie lubię być głodna i niewyspana. We wszystkim, co robię staram się być perfekcjonistką. Gdy byłam młodsza, myślałam, że to zaleta, teraz po prostu bardzo się tym umęczę!

Witam wszystkich bardzo serdecznie i zapraszam do czytania moich recenzji książek.

Dzisiaj „POKOLENIE IKEA” – książka, którą bardzo chciałam przeczytać. Autor podobno od dawna prowadził blog, a w końcu na jego podstawie wydał drugą już książkę…

Książka traktuje o kolesiu, który pracuje w Warszawie w jednej z lepszych korporacji jako radca prawny. I on i ja myśleliśmy, że jak skończy się prawo, to ma się super zawód i ciekawe zajęcie zarazem. Nic podobnego! I ja i narrator książki myliliśmy się. Praca okazuje się wyścigiem szczurów. I to w każdym aspekcie: kto będzie więcej zarabiał? Kto wskoczy na wyższe stanowisko? Kto ma lepszy samochód? Kto ma piękniejszy apartament w najbardziej prestiżowej dzielnicy? I kto poleci na bardziej egzotyczne wakacje?

Przyznam szczerze – samym czytaniem o „wyścigu szczurów” już się zmęczyłam, a co dopiero gdybym miała w nim brać udział! Never! Czytając dalsze strony książki ze smutkiem uświadamiałam sobie, jak wyniszczający jest taki pęd. Biedny bohater… Narrator o pseudonimie „Czarny” gubił się w tym wszystkim, ale znalazł coś, co go zajęło w wolne weekendy: seks.

Ale nic poważnego, broń Boże związek! Szybki seks w weekend z jedną panią, a w następny – w żadnym wypadku ta sama. Najlepiej z coraz młodszymi o różnych kolorach włosów i optymalnymi gabarytami…

Czytam dalej… Czasem się śmieję, ale generalnie nie ma tu nic ponad to, że w tygodniu się pracuje, a w weekend się melanżuje. I w sumie w tym jednym zdaniu zawiera się cała treść książki. W dodatku sam „Czarny” jest bardzo drażniący. Szowinista jak cholera!

Dla mnie – zwykły dupek w garniturze, który nie reprezentuje sobą żadnych głębszych wartości. Jego pusty wzrok jest skierowany wyłącznie na pieniądze, a inne części ciała…wiadomo.

Zainteresował mnie jednak termin „korposuki”. To takie „perfekcyjne” kobiety. Ubrane w garsonki, białe bluzki, pończochy i czarne szpilki, koniecznie z francuskim manikiurem… Idą po szczeblach kariery nie bacząc na nic. Zatrzymują się wyłącznie w łóżkach swoich przełożonych, po czym wskakują w kolejne pościele, aż zostają „szefowymi wszystkich szefów”. Wtedy zaś potrzebują poniżenia w łóżku jakiegoś przypadkowego faceta. No to w sumie o co jej właściwie chodziło? – pytam.

I dokąd to wszystko prowadzi bohaterów? W sumie są oni bardzo samotni i nieszczęśliwi… Pieniądz pieniądzem, ale w życiu chodzi o coś więcej. Ale o co? Tego bohaterowie książki nie wiedzą. I dowiedzieć się nawet nie próbują.

Podsumowując: oceniam książkę 5/10. Ani dobra ani zła. W sumie zawiera dużo prawdy o moim pokoleniu. Dużym plusem jest także cyniczne poczucie humoru bohatera. Zakończenie zaś otwiera autorowi możliwość napisania kolejnych części, z której, jak się niedawno okazało, skorzysta.

Do następnego!

Asia Majchrzak, oksiazkach.pl

fot pixabay

5


Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.